Czy fajne kobiety naprawdę nie muszą gotować?

Podróże kształcą. Podróże rozwijają. Jak się okazuje, podróże mogą dać też sukces i duże pieniądze, które niektórym mogą bardzo zmienić optykę.
„Fajne kobiety nie muszą gotować”- powiedziała pani Martyna Wojciechowska na rozdaniu Telekamer .
Otóż obawiam się, że muszą. Nawet te najfajniejsze.
Znam wiele fajnych, niezwykłych kobiet, które osiągnęły sukces (niektóre z nich są moimi siostrami:) ) i zapewniam Was – one też muszą gotować.

Bo to, czy lubimy gotować, czy nie, czy robimy to z pasją równą podróży na kraniec świata czy z ogromną niechęcią nie ma znaczenia w sytuacji, gdy nasza głodna rodzina domaga się nakarmienia. I czy mamy ochotę, czy nie, musimy wtedy, kolokwialnie mówiąc, stanąć do garów, i nakarmić naszych bliskich.

Myślę, że trochę się chyba nie powiodło pani Martynie z tym tekstem. Przykleiła łatkę „kobiet niefajnych” kobietom, których nie zna, kobietom, o których nic nie wie. Mnie. Mojej mamie. Moim siostrom. Wielu moim znajomym. Może Tobie? Oceniła kobiety, które, mimo że już ich nie ma, stoją za mną – moją prababcię, moją babcię – silne, niezwykłe kobiety, dzięki którym jestem, kim jestem i którym wiele zawdzięczam. Żadna z nich nie była Skłodowską-Curie, ale każda z nich była fajną kobietą, która, niestety, musiała gotować.
Powiem Wam jeszcze coś – w mojej rodzinie gotowanie dla bliskich to ważny sposób na okazywanie miłości. Tak właśnie.

Dlaczego w ogóle się tym zajmuję? Bo pani Martyna Wojciechowska wypowiada się z pozycji osoby, która osiągnęła sukces, z pozycji autorytetu, a to, moim zdaniem, zobowiązuje.
Ja nie muszę odmrozić sobie nosa, by czuć, że żyję. Mam na to swoje własne sposoby. Szczęście i spełnienie to kwestie bardzo indywidualne. Jedna będzie spełniona, kiedy wychowa swoje dziecko na dobrego, szczęśliwego człowieka, inna, gdy dostanie nagrodę Nobla w dziedzinie chemii, jeszcze inna, gdy jej rodzina zje kolejny ugotowany przez nią obiad. I nic nam do tego.
Każda z nas ma swoją podróż i swój cel , i czy to jest kraniec świata, czy ogródek przy domu, to jej, i tylko jej sprawa.

Podobno mówiąc te słowa pani Martyna chciała przywalić pani Gessler. Przywaliła chyba jednak zupełnie gdzie indziej. Jest bowiem jeszcze jeden istotny aspekt tej awantury w piaskownicy.
Deprecjonowanie innych kobiet poprzez twierdzenie, że te fajne nie muszą gotować nie jest dobre w żadnym czasie, a szczególnie przykre w obecnej sytuacji w naszym kraju kiedy kobietom odbiera się ich podstawowe prawa.
Kobieca solidarność? Wzajemne wsparcie w tak trudnych dla nas czasach? Nie wystarczy powiedzieć „Podczas moich podróży na krańce świata odwiedziłam wiele miejsc, gdzie kobiety pozbawiane są praw, gdzie te prawa, które wydają się nam czymś zupełnie podstawowym – łamane są w sposób brutalny i nieakceptowalny. Nie sądziłam jednak, że takie rzeczy będą się działy w moim kraju…”.
Ubranie koszulki z napisem „#czarnyprotest” to też trochę za mało, by przekonać: „Jestem z Wami. Jestem jedną z Was”.

Adriana