Mikołaje nie mają łatwego życia

A co, może mają? W zeszłym roku u mojego synka w przedszkolu Mikołajowi towarzyszyła Śnieżynka rodem ze starego niemieckiego –  sami wiecie czego.
Sto dziewięćdziesiąt cm wzrostu, dorodna jak austriacka dojarka, pośladki jak Jagna a do tego krótka spódnica i podkolanówki. Tak, tak.

Jeśli jest tak, jak twierdzą niektórzy i Mikołaj rzeczywiście mieszka w niebie, to też łatwo nie ma, prawda? Jestem zdania, że nie może tam liczyć na nadmiar atrakcji, a ponieważ Mikołaj wygląda mi na świadomego sybarytę, więc to nie jest chyba dla niego najlepsze miejsce.
Zdecydowanie wolę wersję w której mieszka w Finlandii w małym, uroczym domku gdzie żyje sobie jak lubi ze swoją Śnieżynką czy z kim tam chce.

Odkąd w naszym życiu pojawił się Milo, Mikołaj stał się ważną postacią i wiele czasu spędzamy na rozważaniach dotyczących jego trybu życia, sposobów dostarczania prezentów, posiadanych pojazdów, metod zakradania się do domów, diety…
Gorsza sprawa, że w tym roku syn zadał pytanie o źródła finansowania całego tego przedsięwzięcia i tu już trzeba było wspiąć się na wyżyny kreatywności. Nie jest łatwo być matką, zawsze to mówię. Mikołajem też nie.
W ubiegłym roku zaszczytna ta rola przypadła Krystianowi, mężowi Anity, był to więc bardzo fit, żeby nie powiedzieć, ultra, Mikołaj, który krążył po podwórzu z wielkim wiklinowym koszem wypełnionym prezentami. Jego widok przyprawił nas wszystkich stojących w oknie o spazmy zachwytu, dzikie wrzaski pełne szczęścia, ekscytację taką, jak by to działo się naprawdę – przez chwilę czuliśmy się znowu dziećmi, wszyscy, jak jeden mąż… A najgłośniej piszczała Pani Matka nasza – Teresina. Było pięknie.
W tym roku święta odbywały się u Anity i Krystiana, a w rolę Mikołaja wcielał się Michał, Krystowy brat. Przejęty, przygotowany zarówno psychicznie jak i i fizycznie, ponieważ posiada niezrównane warunki zewnętrzne do pełnienia tej roli, czekał tylko na znak-sygnał, że to już czas. Kiedy więc usłyszał, że trzeba iść do piwnicy po wino, wystrzelił jak z procy, a my włączyliśmy nasłuch – Mikołaj miał dzwonić dzwonkiem.
Zanim jednak zadzwonił czekały go mało świąteczne (chociaż w niektórych kręgach może bardzo) przygody. Należy zaznaczyć, że nasz Mikołaj posiada wadę wzroku +3,5. To raz. Na misję udał się bez okularów, to dwa. A trzy jest takie, że ciemno było choć oko wykol.
I już rachunek jest prosty: 1+2+3 daje nam spektakularne wygrzmocenie się Mikołaja w ogromne, podłe, bezduszne i drapiące krzaki. I o ile Mikołaj wyszedł z tej potyczki prawie bez szwanku (rany psychiczne zostały zaleczone dobrym jedzeniem i czerwonym winem, które to, pragnę przypomnieć, posiada duży potencjał antyoksydacyjny), to jego strój ucierpiał znacząco, żeby nie powiedzieć, dramatycznie. A najbardziej w okolicach krocza, niestetyż.
I tak nasz Mikołaj znalazł się kropce, posiadając dwie ręce jedynie – jak znalazł jedna do machania, a druga do dzwonienia dzwonkiem. Brak było trzeciej, tej do trzymania w ukryciu klejnotów rodowych, które wskutek uszkodzenia odzieży bardzo pragnęły pokazać się światu.
Tak więc nasz Mikołaj ukazywał nam się głównie od tyłu, dzwoniąc dzwonkiem i godnie machając dłonią, ze spokojnym i dobrotliwym uśmiechem na twarzy i nikt a nikt by nie odgadł, że męskie skarby swe niesie przed sobą, pokazując je urbi et orbi.
Pięknie było:)
Zwłaszcza, kiedy Milo ułożył już otrzymane od Mikołaja Lego i poszedł spać, a my mogliśmy w końcu usłyszeć ze szczegółami tę dramatyczną historię, pokrzepiając się wcześniej wspomnianym napojem nie tylko ze względu na jego wysoki potencjał antyoksydacyjny.

Strój Mikołaja do wymiany, niestety, ale kto by się tam tym przejmował…
Jak Wasi Mikołajowie? Przyszli? W całych spodniach?;)

PS Przy czym, warto zaznaczyć, że morale Mikołaja znacząco wzrosło ponieważ dziecko stwierdziło, że to był ten sam Mikołaj co w zeszłym roku – bo wyglądał tak samo.
A musicie wiedzieć, że Krystian, jako biegacz ultra jest chudy jak trzcina, a Michał…
A Michał nie.
Upiera się jednak, że dzieci zawsze mówią prawdę. Nie mam serca mu powiedzieć, że nie zawsze.

xxx
Adriana

 

swieta, mikołaj, boże narodzenie

mikołaj, święta, boże narodzenie

mikołaj, święta, boże narodzenie

mikołaj, święta, boże narodzenie

świeta, mikołaj, dziecko pod choinką

Adriana i Anita

Stylistka i fotograf żywności - z miłości do jedzenia - to jedna. Dietetyk z pasji, twórca przepisów - z miłości do gotowania (i jedzenia) - to druga. Znamy się i działamy razem od zawsze, bo jesteśmy siostrami. Thanks Mum:)