Chłodnik

Dziś chłodnik. A z chłodnikiem sprawa ma się tak, że bardzo późno pojawił się w moim życiu. Zniechęcona zupami owocowymi, którymi dręczono mnie na koloniach, byłam źle nastawiona do zup na zimno.
Pierwsze zaskoczenie i nagły zwrot akcji w mojej zimnozupowej historii nastąpiły w Hiszpanii, gdzie u przyjaciól jedliśmy gazpacho, przygotowanę przez Panią Domu. Było pyszne, acz przygotowywane przez pięć godzin. Niby nic, ale warto wiedzieć, że zanim Eva  do tych przygotowań przystąpiła byliśmy już bardzo, bardzo głodni i gazpacho zostało zaproponowane nam jako „danie na szybko”, które „zaraz będzie”.
Wyniknęło z tego kilka małych nieporozumień (eufemizm), Eva bowiem uznała, że kultura polska jest strasznie uboga, a wywnioskowała to z tego, że Polacy nie rozmawiają podczas biesiady, jak czynią to Hiszpanie (ciekawe, do kroćset, dlaczego…).

Ten chłodnik jak sama nazwa wskazuje, należy schłodzić. Pamietajcie o tym, zapraszając gości.

PS Na kolejne „biesiady” (tak, ten cudzysłów po coś jest…) u Evy i Andrzeja przychodziliśmy dobrze przygotowani.

PS 2 A ten chłodnik to mistrzostwo świata – nie przegapcie go.

xxx

Adriana

chłodnik z botwinkichłodnik z botwinki