Pokaż mi co masz w głowie…

… a powiem Ci: sprawdź to!

Wierzymy w to, co usłyszymy, często bezkrytycznie podchodząc do informacji zasłyszanych, przeczytanych w internecie, wyrażonych przez ekspertów czy po prostu wiadomych nam „od zawsze”. Nie namawiam do całkowitego braku zaufania wobec otaczającej nas rzeczywistości, ale bardzo gorąco zachęcam do sprawdzania. Nie wierzcie we wszystko bezkrytycznie.
Dlaczego? Poniżej siedem pierwszych z brzegu przykładów, że warto weryfikować informacje.

1. „Szpinak – najlepsze źródło żelaza”. Jeszcze w to wierzycie?

Przez wiele lat szpinak uchodził za najlepsze roślinne źródło żelaza. Zalecany przy anemii, wmuszany w dzieci w szkołach i przedszkolach. W tamtych czasach uważano bowiem (a wielu pewnie myśli tak do dziś), że zawiera on aż 30 mg żelaza na 100 g szpinaku. Wszystko się zmieniło, kiedy odkryto, że podczas badań nad szpinakiem popełniono błąd – najprawdopodobniej w złym miejscu postawiono przecinek. Szpinak ma bowiem niecałe 3 mg żelaza, więc, kolokwialnie mówiąc, żaden szał. Lepiej zjedzcie natkę.

2. „Amstaffy to psy-mordercy”

Sama w to wierzyłam, jeszcze całkiem niedawno. Do czasu kiedy poznałam Alicję, a właściwie jej psa – Miyę. Przychodziłam do Alicji na bezcenne fotograficzne rozmowy i patrzyłam na słodką Miyunię, grzeczną, miłą, kochaną, otulaną różowym kocykiem (bo marzła i mruczała niezadowolona), aż pewnego dnia, po jakichś dwóch latach dowiedziałam się że Miya to amstaff!!! Czystej krwi, z obłędnym rodowodem. Rozumiecie, pies-morderca. Jako że nigdy nie zauważyłam u niej żadnych morderczych skłonności, zagłębiłam się nieco w temat i okazało się, że amstaffy to nie żadni mordercy, to spokojne, zrównoważone psy, ale też niezwyciężeni i nieustraszeni obrońcy, którzy instynktownie wyczuwają, kogo się obawiamy i bronią członków swojego „stada”, czyli nas. Co ważne, nie krzywdzą przeciwnika, jeśli się nie wyrywa. Ich niezwykłość leży w niesamowitej wszechstronności i niezwykłej intuicji. Musimy pamiętać, oczywiście, że na charakter i zachowanie psa wpływa to, jak przebiegał jego proces socjalizacyjny – ku mojemu kolejnemu zdziwieniu. Ostatnio mam przyjemność  obserwować to na własne oczy – Miya została matką, a to, jak Alicja dba o socjalizację maluchów sprawia, że mam ochotę dać jej medal. Albo 250 tys. zł (ale nie mam, więc nie daję). Cudowne zdjęcia maleńkich amstaffiątek możecie zobaczyć tutaj –  i zróbcie to, to najsłodsza rzecz, jaką zobaczycie w ciągu najbliższego roku 🙂 .

psi dzidzius w objeciach psiej mamy

3. „Adam Mickiewicz – wieszcz, bohater narodowy, postać posągowa i chodzący ideał”

A tymczasem… Pan Mickiewicz, o czym mało kto wie, nie był wzorem moralności. Romanse, których miał pewnie kilkadziesiąt, związane z nimi pojedynki, próby samobójcze niektórych wybranek – nie sposób tego zliczyć. W tej kwestii zostałam oświecona przez profesora, specjalistę od romantyzmu w czasie moich studiów na polonistyce. Profesor powiedział nam też, że Mickiewicz, (w przeciwieństwie do Słowackiego) nie brał udziału w powstaniu listopadowym i to wcale nie ze względu na zły stan zdrowia. Podobno bardzo był zajęty rozmowami o powstaniu z lokalnymi szlachcicami, którzy z chęcią gościli go w swoich dworkach,  gdzie z przyjemnością „swatali” swoje żony z poetą(!!!) – akt taki (podobno) przydawał prestiżu całej rodzinie (Matko Morska!!!).
Mickiewicz uważany byl za „konesera płci pięknej”, a S. Koper, autor świetnej książki o życiu naszego wieszcza pisze też, że Mickiewicz doskonale odnajdywał się w trójkątach małżeńskich, „a czasami nawet preferował figury o większej liczbie wierzchołków”*. Ha! Zdziwieni? 🙂
A skoro przy Mickiewiczu jesteśmy, to żal nie przyjrzeć się opisanej przez niego postaci.

 

4. „Emilia Plater – piękna, bohaterska dziewczyna”

„W głuchej puszczy, przed chatką leśnika,
Rota strzelców stanęła zielona;
A u wrót stoi straż Pułkownika,
Tam w izdebce Pułkownik ich kona”

…..
…..

Lecz ten wódz, choć w żołnierskiej odzieży,
Jakie piękne dziewicze ma lica?
Jaką pierś? – Ach, to była dziewica,
To Litwinka, dziewica-bohater,
Wódz Powstańców – Emilija Plater!”

 

No każdy to zna. Też wylewaliście łzy czytając ten wiersz? Też mieliście przed oczami piękną, młodą dziewczynę (blondynkę, loki łagodnie spływają jej na ramiona…), która zrezygnowała ze swojego życia, przyszłosci, związków, przyjaźni, by stanąć o obronie Ojczyzny? Litografia Stręczyńskiego przedstawiająca Emilię Plater na ktorej widzimy słodką, wiotką, delikatną dziewczynę o pięknym profilu i rozwianych włosach niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Ignacy Domeyko tak ją bowiem opisywał w swoich pamiętnikach: „niskiej urody, blada, niepiękna, ale okrągłej, przyjemnej, sympatycznej twarzy, błękitnych oczu, kształtnej, ale niesilnej budowy; była poważną, bardziej surową, niż ujmującą w obejściu się”.
Ale to nic przy tym, co powiedział nam profesor od romantyzmu (ten sam): według jego wiedzy, Emilia Plater miała brzydką, ospowatą cerę i była starą panną (wszak miała już 25 lat, a w tamtych czasach…) i teraz najlepsze: ponieważ nie ułożyla sobie życia rodzinnego ni erotycznego, niejako dla zapełnienia czymś czasu podjęła walkę w powstaniu. Nieźle, co? Czy to prawda? Nie wiem. Sprawdźcie 🙂
A przed nami kolejne wyzwanie:

5. „Przygotowanie moczu do badania – prościzna. Po prostu trzeba nasikać do kubeczka „

No przepraszam, że zaraz po wieszczach i bohaterach narodowych. Nie wiem, czy o sikaniu w ogóle można pisac na blogach? Cel jest szczytny, więc piszę, a co tam.
Otóż, jeśli myślicie, że nasikanie do kubeczka to wszystko co musicie zrobić, by zanieść dobrą próbkę do badania, to bardzo się mylicie. I ja się mylilam (tak, ja też sikam), do czasu ciąży, kiedy mój ginekolog stale był niezadowolony z wyników. Aż w końcu zapytał, czy aby na pewno robię to dobrze… Wyobraźcie sobie moją minę. No jak to, dobrze? Sikanie to sikanie, tu nie ma żadnej filozofii. A figę, jest.
Okazuje się bowiem, że aby próbka była właściwa, musi pochodzić z owszem, porannego moczu, ale z tzw. drugiego siku. Czyli: sikasz trochę, przerywasz i dopiero kolejny „sik” łapiesz jako próbkę. Ha!
Wiedzieliście o tym?

 

6. „Produkty light są zdrowe i wspomagają odchudzanie”

Mam nadzieję, że wiecie już, że to, kolokwialnie mowiąc,  ściema? Żywność oznaczona jako „light” zawiera wiele rzeczy, których nie znajdziemy w żywności naturalnej i nieprzetworzonej. Są to dodatki często niezdrowe i mogące mieć niekorzystny wpływ na nasz organizm.
Od produktów „light” oczekujemy obniżonej wartości energetycznej, a często na naszych oczekiwaniach co do niskiej kaloryczności się kończy. Produkty te bowiem, by posiadały strukturę oraz cechy smakowe podobne do oryginału, muszą zostać w odpowiedni sposob zmodyfikowane. Najczęściej zostaje zabrany z nich tluszcz, a w jego miejsce wsadzony jest… cukier.  W efekcie otrzymujemy produkt odtłuszczony, ale z większą niż normalnie zawartością cukrów, więc o wyższej kaloryczności. To w dużym uproszczeniu, ale poczytajcie, sprawdźcie. I „czytajcie” opakowania. I nie wierzcie we wszystko – bezkrytycznie.

7. „Temu kotu trzeba amputować ogon i …”

Mru. Kot ze zdjęcia tytułowego. W styczniu zginął na dwa tygodnie ( w największe mrozy), po czym przyczołgał się, jakimś cudem, do domu, powłócząc tylną częścią ciała. Łzy, wizyty w przychodni weterynaryjnej (dobrej!!!), konsultacje, prześwietlenia, cierpienie kota, diagnoza. Roztrzaskana miednica, konieczna operacja (kwotę pominę), śruby w miednicę, kilkumiesięczna rehabilitacja, amputacja ogona, bo nigdy nie odzyska sprawności, cały kot kiedyś częściową sprawność odzyska. Najprawdopodobniej.
Dzięki dociekliwości i charakterystycznemu dla Anity podejściu do rzeczywistości, kot pojechał na drugie konsultacje. Mru został zbadany przez profesora (i czterech asystentów – kot załapał się na najlepszą opiekę medyczną, jaka trafiła się naszej rodzinie w całej jej historii) i stwierdzono, że miednica zaczęła zalewać się masą kostną, wszystko się zrośnie, operacji nie trzeba. Ogon kota wróci do sprawności w ciągu trzech tygodni. Wydano zalecenia  co do opieki.
I co? Po trzech tygodniach kot machał ogonem, jakby ktoś mu za to płacił. Po trzech miesiącach, kiedy już mogł wyjść na dwór spuścił łomot swojemu największemu wrogowi, czarnuchowi z sąsiedztwa i przegonił go po belkach w stodole. Nawet nie kuleje.

Sprawdzajcie dwa razy. Nie wierzcie we wszystko, co przeczytacie/usłyszycie, nawet jeśli mówi Wam to autorytet. Gdybyśmy zaufali pierwszemu lekarzowi, mielibyśmy kota-kalekę z obciętym ogonem.
Miejcie to przed oczami, jako metaforę. I sprawdzajcie, sprawdzajcie, patrzcie głębiej.
Ojciec polskiej blogosfery, Jason Hunt (alias Kominek alias Tomek Tomczyk) przewrotnie twierdzi, że wszyscy się mylą. Ja nie twierdzę, że wszyscy. Ale wielu z nas.

*Koper Sławomir, Kobiety w życiu Mickiewicza. Warszawa: Bellona, 2010

PS Gdybyście znaleźli jakieś błędy w tekście, nie myślcie o mnie źle – mojemy synkowi wypadł dzisiaj pierwszy ząbek, i – no wiecie – serce matki, wzruszenie, no…

 

xxx
Adriana