Pełna werwy pasta z makreli

Nie samymi podróżami człowiek żyje, więc między jedną a drugą Australią propozycja na śniadanie – najlepiej sobotnie, bo obecność tej pasty w lodówce bardzo mocno mobilizuje do zwleczenia się z łóżka, co w weekend nie zawsze jest proste, przynajmniej dla mnie.
Makrela to makrela, wydawałoby się, że nic ciekawego, natomiast daje nieskończenie wiele możliwości aranżacyjnych i warto to wykorzystać. Dzisiejsza propozycja – pełna werwy pasta z makreli to rzecz wyjątkowa, robię ją od kilku dobrych lat i powiem Wam, że jeszcze mi się nie znudziła – chociaż był taki czas, że byłam bliska przedawkowania.
By efekt był naprawdę spektakularny smakowo, warto upolować cytrynę eko (dostępna na przykład w Lidlu), można wtedy użyć skórki, co bardzo korzystnie wpływa na wrażenie końcowe. Chrzanu proszę nie dawać za dużo, wiem, że ma on taką magiczną moc, że chciałoby się dać go więcej, i więcej… – ale w tym przypadku zachowajcie proporcje, chyba, że chcecie mieć pastę chrzanową, co jest troszkę bez sensu, wszak to pasta z makreli. Zapomniał o tym mój kolega z pracy, któremu kiedyś o tym pomyśle na makrelę opowiadałam – uwaga, teraz będzie seksistowsko – i jak to mężczyzna, nie skupił się na szczegółach, tylko nakręcił się na samą wizję konsumpcji i tym samym zepsuł wszystko… Piotr, tym razem czujnie z chrzanem, ok? Nie zawsze „ostro” znaczy „dobrze”.
Pastę podpatrzyłam kiedyś bodajże u Jamiego Olivera, nie wiem dokładnie jakie sugerował proporcje, moje są takie, sprawdźcie i cieszcie się nowym wcieleniem makreli (uważajcie, naprawdę wkręca).
I piszcie mi tu, że była pyszna i strasznie się cieszycie, że trafiłyście na naszego bloga – jesień czasami bywa trudna, wiecie, prawda?

xxx
Adriana

pasta z makreli, makrela, pasta

Adriana i Anita

Uwielbiamy dobre jedzenie, podróże, dobre książki, kochamy drzemki, Leszka Możdżera, siedzenie pod jabłonią przy herbacie i tarcie z borówkami - jeszcze lepiej, jeśli trafi się Pavlova :)