Kilka słów o Nowej Zelandii i Tarawera UltraMarathon

Do Nowej Zelandii zaniosło nas licho w związku z kolejnym biegiem cyklu Ultra Trail World Tour – Tarawera UltraMarathon (spokojnie, to nie ja biegam tylko mój mąż). Nie rozpaczałam z tego powodu ani trochę, bo Nowa Zelandia to przepiękny kraj, który warto (bardzo warto!!!) odwiedzić. Cudowne krajobrazy, ogromne przestrzenie, przepiękne, wielkie pastwiska dla owiec, kóz i bydła, to coś co robi niesamowite wrażenie. Ma powierzchnię o zaledwie 20% mniejszą od powierzchni Polski natomiast mieszkańców około 10 x mniej niż w Polsce – około 4 milionów.
Mieszkańcy NZ mówią językiem angielskim, który jest tylko trochę podobny do angielskiego amerykańskiego. Jest specyficzny i początkowo trudny do zrozumienia.
Nasza podróż do Nowej Zelandii trwała 48 godzin licząc od wyjazdu z domu. Najpierw dojazd do Warszawy, odprawa, przelot do Londynu, 12-godzinna przerwa w Londynie, przelot do Singapuru (13 godz.) Następnie 2-godzinna przerwa pomiędzy lotami i 10-godzinny lot do Auckland. Jednak warto było, Nowa Zelandia jest bowiem miejscem dla miłośników wszystkiego: oprócz jazdy konnej, pól golfowych, pięknych krajobrazów, świetnej kuchni bazującej na owocach morza, wołowinie i świeżych warzywach i owocach, można spróbować doskonałej kuchni chińskiej, tajskiej, indyjskiej oraz japońskiej. Można przenieść się do świata pszczół i miodu, oglądać strzyżenie owiec, pokazy z udziałem owiec i psów, skoki na bungee, OGO – czyli zjazdy po nowozelandzkich stokach wewnątrz plastikowej kuli wypełnionej wodą, surfing oraz wszystkie możliwe rodzaje innych sportów wodnych: (żeglarstwo, nurkowanie, kajaki a nawet pływanie z delfinami), można przenieść się na plan filmowy filmów Hobbit i Władca Pierścieni, doświadczać obecności Kiwi – ptaków, które są symbolem NZ, możliwy jest też kilkudniowy trekking w górach pochodzenia wulkanicznego wśród szczytów wygasłych wulkanów (łącznie z piętrem alpejskim, gdzie możliwe są gwałtowne załamania pogody) z dobrze oznaczonymi szlakami, pięknymi krajobrazami i zorganizowaną bazą noclegową, można zwiedzać winnice i degustować wino. Produkuje się tam świetne gatunki win białych (niesamowite Sauvignon Blanc) i czerwonych (lekkie, owocowe, beztaninowe Pinot Noir). Można zwiedzać jaskinie z niesamowitymi formami stalaktytów i stalagmitów, choć największe wrażenie robi zwiedzanie jaskini Waitomo Glowworm Caves w której żyją glowworms – czyli owady wielkości komara (łac. Arachnocampa luminosa). Zamieszkują one „sufity” jaskiń, oświetlając je, a jaskinie te można zwiedzać przemieszczając się łodziami w absolutnej ciszy i ciemnościach. Niesamowite jest to, że wszyscy uczestnicy rejsu łodzią stosują się do wyznaczonych zasad: zakaz rozmów, zakaz robienia zdjęć – to powoduje, że zmysły wyostrzają się (naprawdę niezwykłe doświadczenie) i obrazy pozostają w pamięci na długo – jakby to było zaledwie wczoraj. Przepiękne plaże z białym piaskiem, plaże z lekkich jak pumeks kamieni, plaże gorącej wody – pokłady gorącej wody są tak blisko powierzchni, że wystarczy wypożyczyć łopatę (wypożyczalnia znajduje się tuż przy plaży) i wykopać otwór – dziurę, która natychmiast wypełnia się ciepłą wodą w temperaturze około 60 st., można kąpać się również w gorących błotnych naturalnych basenach, obserwować dzikie ptaki, lazurową wodę na wybrzeżu, próbować wędzonych małż, oraz pysznych, aromatycznych małż z wybrzeża Coromandel (zielone muszle wielkości iPhona 5S)…

W drugi dzień po biegu Tarawera UltraMarathon, który był głównym celem naszej wyprawy do Nowej Zelandii, wyruszyliśmy na Tongariro Alpine Crossing (trekking w rejonie góry – wulkanu Tongariro o długości 19,4km z najwyższym punktem 1920 m n.p.m. obejmujący niesamowite widoki na góry, roślinność i jeziora w kolorach: niebieskim i szmaragdowym). Stamtąd kolejnym punktem naszej wyprawy miał być Park Narodowy Egmont z niezwykle symetrycznym stożkiem wulkanu łudząco podobnym do góry Fuji. Aby tam dotrzeć mieliśmy do pokonania zaledwie 150 km drogą numer 43. I tu okazało się, że Nowa Zelandia to także kraj niespodzianek… Kiedy skończyliśmy trekking i dotarliśmy do samochodu było już po zachodzie słońca, ale nic nie zapowiadało takiej przygody. Przejechanie 150 km to przecież około 1 – 1,5 godziny – nic nadzwyczajnego. Gdy dotarliśmy do drogi 43 okazało się że jest ona oznakowana jako atrakcja turystyczna (brązowe tablice z białymi napisami) i nazywana jest „Autostradą Zapomnianego Świata”. Szybko zorientowaliśmy się, dlaczego tak została nazwana. Przejazd tą drogą był trudny i ryzykowny, szczególnie, że zaczął dość mocno padać deszcz. Wąska droga prowadząca wzdłuż nawisów skalnych (na drodze było mnóstwo osypanych zapewne przed chwilą odłamków skalnych), ostre zakręty, wielokrotnie przekraczaliśmy rzekę mostami, które były tak wąskie, że miały miejsce tylko dla jednego samochodu. Na szczęście na całym odcinku minęliśmy się tylko z jednym samochodem. I kiedy już trochę oswoiliśmy się z tą sytuacją okazało się, że … skończyła się droga. Wjechaliśmy bowiem na obszar Rezerwatu Przyrody. Zatem kiepska do niedawna droga asfaltowa została zamieniona na jeszcze bardziej kiepską drogę szutrową (cały czas podążaliśmy drogą numer 43 – czyli „Autostradą Zapomnianego Świata” – jesteśmy tego pewni, ponieważ podczas całej tej drogi nie było żadnego odbicia, czy odgałęzienia). Stan faktyczny był zatem taki, że podróżowaliśmy sami (nikt się już z nami nie mijał), padał deszcz, pod nami szutrowa droga na której co chwilę spotykaliśmy jakieś zwierzątka (konieczność jeszcze większego zredukowania prędkości). Na naszej drodze spotykaliśmy mnóstwo królików w różnych rozmiarach od bardzo małych po takie naprawdę okazałe, było ich całe mnóstwo i musieliśmy bardzo uważać, aby żadnego z nich nie pozbawić życia. Kiedy droga szutrowa skończyła się a zaczęła się droga asfaltowa poczuliśmy ulgę i szczęście. Nasza podróż na 150 kilometrowym odcinku „Autostradą Zapomnianego Świata” trwała finalnie 4 godziny i skończyła się szczęśliwym dotarciem do celu.

Kilka słów o biegu

W przeddzień biegu wybraliśmy się na oficjalne powitanie wszystkich uczestników biegu do maoryskiej osady Te Puia, połączonej ze zwiedzaniem osady i obszaru aktywnego geotermalnie (gejzery, gorące baseny błotne). Naszym kolejnym planem było dotarcie na briefing, podczas którego organizatorzy przekazywali wszystkie istotne informacje dla biegaczy i supporterów oraz odprawę – pobranie pakietu startowego i obowiązkowe ważenie zawodników. Niestety po dotarciu do samochodu w Te Puia okazało się, że w naszym samochodzie rozładował się akumulator i spędziliśmy kilka godzin czekając na naprawę samochodu. Zwykle wydarzenia tego typu (drobne, życiowe komplikacje) nie robią na nas wrażenia. Natomiast w przeddzień biegu, kiedy w dodatku nie mamy pewności czy podczas biegu samochód – podstawowe narzędzie pracy supportera – będzie sprawny, czy znów nie rozładuje się akumulator – zrobiły wrażenie, wierzcie mi. O ewentualności ponownego rozładowania się akumulatora poinformował nas właśnie Pan z pomocy drogowej, jednakże, kiedy dowiedział się, że Krystian nazajutrz biegnie, a ja potrzebuję sprawnego samochodu do supportowania, sam zadzwonił do firmy wypożyczającej nam samochód i wynegocjował z nimi wymianę akumulatora na nowy „od ręki” (nie jest to standardowa procedura). Bardzo się ucieszyliśmy, że na naszej drodze stanął tak niezwykle troskliwy człowiek.

Tarawera UltraMarathon – refleksje supportera

W dzień zawodów padał deszcz – dobrze dla biegaczy, źle dla supporterów, ponieważ utrudniał on szybkie przemieszczanie się i dotarcie na czas do kolejnych punktów.
Poruszanie się w ruchu lewostronnym jest na początku trudne, stresujące; pomagała automatyczna skrzynia biegów. Bardzo pomagało też to, że trasa była doskonale oznakowana, bez problemu trafiłam do każdego punktu wsparcia.
Podczas supportowania Krystiana podczas Twrawera Ultramarathon spotkałam wielu wspaniałych ludzi. Byli bardzo pomocni, uczynni, uśmiechnięci i zainteresowani nami – to wszystko bardzo ułatwiało sprawne wykonywanie mojego zadania. Nowozelandczycy wiedzą, gdzie leży Polska, bardzo często słyszałam pytania: czy Tarawera Ultramarathon był główną przyczyną naszego przyjazdu, jak długo będziemy w NZ, co zwiedzaliśmy/widzieliśmy, jakie mamy plany na kolejne dni, czy podoba nam się NZ oraz jaka jest Polska.
Podczas biegu z podwójną niecierpliwością pędziłam na każdy kolejny punkt żywnościowy, i to nie dlatego, że jestem łasuchem ale ponieważ każdy z nich został zaaranżowany z innym stylu. Byli więc: policjanci – czyli posterunek policji; Św. Mikołaje czy Restauracja. Ten ostatni punkt podobał mi się najbardziej, wolontariusze byli przebrani za kelnerów a w pewnej odległości od punktu żywieniowego wywieszono następujące menu: żele energetyczne, woda, cola, piwo imbirowe, nowe nogi – przepraszamy wyprzedane.

Bardzo dużym utrudnieniem był brak zasięgu sieci komórkowej na całej trasie biegu. Zasięg telefonii komórkowej był jedynie na starcie i mecie. Tak więc nie wiedziałam, gdzie aktualnie jest Krystian, jak szybko biegnie, o której godzinie mogę się Go spodziewać na następnym punkcie i czy jest sens tam jechać, czy może gnać od razu do kolejnego miejsca. Aplikacja informująca o zawodnikach, trasie, czasach itd. w związku z tym też nie spełniała swojej funkcji, ponieważ informacja o pojawieniu się Krystiana w jakimś miejscu docierała dopiero cztery, czy nawet sześć godzin później. Przekonała się o tym moja siostra Adriana, która jak wierny pies warowała przez całą noc przy telefonie (w Polsce), z otwartą aplikacją. Miała mnie informować na bieżąco smsami gdzie jest Krystian, abym mogła obliczyć, gdzie Go spotkam i gdzie powinnam jechać. Sms-ami, bo wiedziałam, że będzie słabo z zasięgiem, a sms w końcu dotrze. Owszem, dotarły. Wszystkie na raz. Następnego dnia rano, gdy już z mężem odpoczywaliśmy na trawie po ukończonym przez Niego biegu. Całonocne czuwanie mojej siostry, Adriany w Polsce miało jednak sens, bo z jej smsa dowiedzieliśmy się, że Krystian Ogły zajął 13 miejsce w kategorii OPEN z czasem 10:18:06.

A jak to wyglądało z perspektywy Krystiana można zobaczyć tutaj.

xx
Anita

Hobbiton - Plan filmowy Hobbita i Władcy Pierścieni

Hobbiton - Plan filmowy Hobbita i Władcy Pierścieni
Hobbiton – Plan filmowy Hobbita i Władcy Pierścieni
Lady Knox - gejzer aktywowany mydłem
Lady Knox – gejzer aktywowany mydłem
Jezioro w dolinie wulkanicznej Waimangu
Jezioro w dolinie wulkanicznej Waimangu
Cathedral Cove na półwyspie Coromandel
Cathedral Cove na półwyspie Coromandel
Bay of Islands - Zatoka 150 wysp
Bay of Islands – Zatoka 150 wysp

Wai-O-Tapu - obszar aktywności geotermicznej

Wai-O-Tapu - obszar aktywności geotermicznej
Wai-O-Tapu – obszar aktywności geotermicznej
Szmaragdowe jeziora na trasie trekkinguTongariro Alpine Crossing
Szmaragdowe jeziora na trasie trekkingu Tongariro Alpine Crossing
Maoryskie rzeźby na jeziorze Taupo
Maoryskie rzeźby na jeziorze Taupo

Maoryska Kobieta - zdjęcie zmuzeum Te Puia

 

 

Maoryska kobieta - zdjęcie z muzeum Te Puia
Maoryskie kobiety – zdjęcia z muzeum Te Puia

Znak Kiwi

oznakowanie dróg podczas biegu
oznakowanie dróg podczas biegu
Krystian podczas biegu na punkcie Tarawera Falls
Krystian podczas biegu na punkcie Tarawera Falls
"Menu" na punkcie Fisherman’s Bridge
„Menu” na punkcie Fisherman’s Bridge

małże w restauracji The Crab Shack

małże w restauracji The Crab Shack
małże w restauracji The Crab Shack

Anita