Urodziny

Moja siostra Anita, współautorka tego bloga ma dziś urodziny. Okrąglutkie. Przy takiej okazji człowiek wpada w sentymentalne nastroje, rozmyślania i wspomnienia. Mimo że to nie moje urodziny, ja też wpadłam.
Pamiętam, jak mi wypadł becik (z Nią w środku)… Na łóżko, na szczęście. Pamiętam, jak ubierałam Jej żółte sandałki, a Ona wyginała stopy, żeby mi to utrudnić. Pamiętam, jak chowała się za zasłoną, gdy była smutna, przegrała w chińczyka lub ktoś Jej sprawił przykrość. Jak tłumaczyłam Jej, że nie ma się czego bać. Jak ciągle znajdowała czterolistne koniczyny, jak piekłyśmy makaron nad świeczką w naszym domku na szafie (sorry, Mamo, to niedobrze, że dowiadujesz się w ten sposób), jak Ją uczyłam, czym się różni The Cure od Depeche Mode:), jak farbowała włosy szafranem…
Teraz już nie nosi żółtych sandałków i nie potrzebuje zasłon, bo już się przed nikim i niczym nie chowa. Teraz to ja mogę się od Niej uczyć odwagi.
Zawsze jednak będzie moją młodszą siostrą, zawsze będę się o Nią troszczyć (bo tak to już z młodszymi siostrami jest, kto ma, ten wie) i zawsze będzie mi zależało by była szczęśliwa i by otaczali Ją dobrzy ludzie.

Spełnienia marzeń, Li!

 

kolaż