Kotlety z ciecierzycy czyli wypełniamy pity

Długi weekend pod hasłem „Sisters Team in action”. Gotowanie, rozmawianie, fotografowanie, jedzenie, odganianie się od psa. Psa Anity – Karmelka, który najprawdopodobniej wyczuwał na moich spodniach zapach psiej mamy i sześciorga słodkich psich dzidziusiów, odwiedzonych przeze mnie przed przyjazdem do siostry.
Karmelowi się trochę pokręciło wszystko i myślał, że jestem jego mamą, czyli: usiłował siedzieć mi na kolanach (golden retriever! dorodny!), przytulać swoją twarz do mojej,  łaził za mną krok w krok i wpatrywał się we mnie tak, że nie byłam w stanie skoncentrować się na robieniu zdjęć.
A tym razem czekały na mnie prawdziwe wyzwania, kiedy jest się początkującym fotografem, ośmiornica może stanowić nielichy problem, wierzcie mi. Inne dania też, ale, paradoksalnie, najtrudniejszy okazał się sernik. Pewniak, do którego stylizację miałam obmyśloną już dwa dni wcześniej, i która okazała się tak chybiona, że bardziej nie można. Inne z dań było z kolei pyszne, ale tak straszliwie niefotogeniczne, że Anita była przekonana, że odmówię fotografowania – co mi później wyznała.
Jak widać, wypełniłyśmy też pity (Wy też?). W roli głównej – kotlety z ciecierzycy, które świetnie się nadają do takiej wiosennej, lekkiej, pysznej kompozycji. Spróbujcie koniecznie, lekko falafelowate, ale lepsze i zdrowsze, bo pieczone w piekarniku, nie na oleju.
Anita tymczasem jedną ręką pisze relację z Madery, drugą pakuje się już na wyjazd do Australii, trzecią spisuje przepisy naszych weekendowych dań (w przerwach między pracą zawodową), a ja zawijam się w ciepły kocyk i czekam na słońce, no szlag by to trafił.
🙂

xxx
Adriana

Adriana i Anita

Uwielbiamy dobre jedzenie, podróże, dobre książki, kochamy drzemki, Leszka Możdżera, siedzenie pod jabłonią przy herbacie i tarcie z borówkami - jeszcze lepiej, jeśli trafi się Pavlova :)