Jajka świąteczne

Nasza mama, Teresina, postawiła w tym roku na tęczowe jajka. Po obejrzeniu wersji demo dwa dni leczyłam oczy patrząc na trawę. I na dziecko, jak się nawinęło. Nie żebym miała coś przeciwko tęczy – you know what I mean – ale te jaja są tak oczo-same-wiecie-co, że wprawiają mnie w jakieś drgania dziwne.
No, ale to matka. Życie mi dała. Siostry mi dała! Nie mogę powiedzieć: Mamo, wypad z tymi jajami, bo się zasmuci nasza Teresina. Jaja zresztą idealnie pasują do Jej osobowości – barwnej, dynamicznej i energetycznej*, niech więc sobie ma takie jaja, jakie lubi.

Anita i Krystian w tym roku wypięli się na jajka świąteczne bo zamiast śmigać z koszykiem będą ganiać po Maderze, w ramach Madeira Island Ultra Trail (115 km, 7 tys. przewyższeń) – Krystian jako zawodnik, a moja siostra jako dzielny support. Tak więc zostałam sama z problemem tęczowych jaj mojej mamy (a święta u Niej…), postanowiłam więc, dla przeciwwagi, zrobić swoje jaja. Jeśli macie ochotę, też zróbcie jajka w wersji supernatural. Trzeba zajrzeć do starych słowników, znaleźć zasuszone rośliny, namoczyć je przez kilka godzin, a potem nanieść na ugotowane jajka. Później delikatnie osuszyć ściereczką i dać im spokojnie wyschnąć.
I tak powstaną jajka spokojne, jajka naturalne, jajka miłe. I takich też Świąt Wam życzę.

*Jeśli ktoś uważa, że osobowość nie może być energetyczna, zapraszam tego śmiałka, żeby poznał naszą mamusię 🙂

PS A jakie jajka świąteczne u Was?
PS 2 Za każdym razem, gdy będziecie wkładać do ust kolejną porcję świątecznego jedzenia wesprzyjcie dobrą myślą Krystiana, przemierzającego dzikie ostępy Madery… 🙂
A gdybyście mieli ochotę na trochę sportu w Święta, pewnie będę relacjonować Jego przygody na facebooku.

xx
Adriana

Adriana i Anita

Uwielbiamy dobre jedzenie, podróże, dobre książki, kochamy drzemki, Leszka Możdżera, siedzenie pod jabłonią przy herbacie i tarcie z borówkami - jeszcze lepiej, jeśli trafi się Pavlova :)