12 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze

Że warto odwiedzić Maderę już wiecie, zwłaszcza jeśli czytałyście tekst poświęcony jej urokom i smakom. Dziś spróbuję troszkę bardziej to doprecyzować  i podzielić się z Wami moimi prywatnymi „must do”, „must see” i „must eat”.
Co więc koniecznie trzeba zrobić na Maderze? Chodźcie zobaczyć.

 

Wykąpać się w basenie w Porto Moniz

Porto Moniz to miasteczko położone nad brzegiem Oceanu Atlantyckiego w północno-zachodniej części wyspy, w którym zatrzymaliśmy się na początku naszej wyprawy.  Usytuowanie osady jest niezwykle malownicze, będąc w środku miasteczka, nad brzegiem oceanu można podziwiać góry, na których uprawiane są winogrona i banany. Zawsze fascynuje mnie tak zwana „uprawa tarasowa”, czyli uprawa roślin na półkach skalnych, przypominających schody – to jedyna metoda, aby na obszarach górskich o znacznym nachyleniu zajmować się uprawą roślin – i rolnictwem w ogóle. A ponieważ Madera to głównie góry i mało płaskich terenów,  w wielu miejscach można cieszyć oko takimi widokami.
Porto Moniz to również wąskie, brukowane uliczki zalane słońcem i malownicze ogrodzenia z kamienia, choć częściej z wysokich, uschniętych roślin. Jadąc w górę ponad miasto w stronę Ponta do Pargo można zobaczyć, że cała osada wygląda jak z pocztówki, zresztą faktycznie jest to jeden z „pocztówkowych” widoków Madery.
W Porto Moniz można również kąpać się z naturalnych basenach, wyżłobionych przez Ocean w skałach nabrzeża i zjeść pyszny lunch w jednym z wielu barów lub restauracji. Miejsce to jest też świetną bazą wypadową do Ponta do Pargo oraz Paul da Serra.

porto-moniz, 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze

 

Porto Moniz, 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze

 

 

Obejrzeć zachód słońca w Ponta do Pargo jedząc mus z marakui

To najbardziej na zachód wysunięta, mała miejscowość Madery, leżąca nad olbrzymim klifem. Warto pojawić się w tym miejscu tuż przed zachodem słońca – ponieważ podobno jest on tu wyjątkowy. Nam udało się zobaczyć tamtejszy zachód słońca, ale ponieważ tego dnia było duże zachmurzenie – to i słońce zachodziło za chmurami, natomiast niesamowite było coś innego – mus z marakui. Niedaleko latarni znajduje się bowiem knajpka Casa de Cha O Fio, w której serwuje się różne specjały. Szczególnie warto zasiąść na tarasie, aby oglądać zachód słońca i czerpać z tego, co oferuje Madera – cieszą się oczy, dusza i kubki smakowe.

Ponta do Pargo, 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze

 

Spacerować w chmurach w Paul da Serra

To płaskowyż znajdujący się w centralnej części wyspy położony na wysokości około 1500 m n.p.m. Nazywany jest często „gąbką Madery”, ponieważ zbudowany jest z porowatej, wulkanicznej gleby, która długo przechowuje wodę deszczową. Podobno rocznie spada tam aż 3 m wody na metr kwadratowy i nie powoduje to żadnych powodzi ani podtopień – wszystko dzięki „gąbce”, która tę wodę magazynuje.
Paul da Serra to bardzo ciekawe miejsce. Przez długi czas jedzie się prostą drogą wzdłuż rozległych wrzosowisk i jedyne co widać, to chodzące na wolności krowy i chmury przechodzące z dużą prędkością z północy na południe wyspy przez jedyną drogę która prowadzi przez Paul da Serra. Krowy wyglądają jakby były dzikie – niczyje, ponieważ jadąc przez płaskowyż spotyka się jedną krowę przy drodze a następną na przykład za kilometr, dwa lub pięć. Gdyby nie fakt, że są one zakolczykowane (co przypomina mi że jesteśmy w Unii Europejskiej) to pomyślałabym, że to dzikie, wolno żyjące zwierzęta. Podczas jazdy samochodem zdarza się, że przez długi czas jedzie się w gęstych chmurach i widoczność jest ograniczona do 0,5 metra.
Na płaskowyżu jest dość zimno i wieje, dlatego warto ubrać się cieplej niż zwykle. Paul da Serra stanowi również miejsce z którego rozpoczynają się wędrówki do najpiękniejszych lewad Madery: Levada 25 Fontes (Lewada 25 wodospadów) oraz Levada do Risco.

 

Paul da Serra 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze,

 

Paul da Serra, 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze

 

Madera

 

Zrobić sobie spacer wzdłuż lewad Madery

Lewady to system kanałów, które niosą wodę deszczową z zielonej północy wyspy na jej południową, suchą i słoneczna część. Dzięki temu systemowi możliwe jest zaopatrywanie w wodę południowych plantacji bananowców, trzciny cukrowej i winorośli. Wzdłuż lewad zbudowano ścieżki, które umożliwiają utrzymanie lewad w odpowiednim stanie. Podczas naszych wycieczek wzdłuż lewad kilkakrotnie widzieliśmy  pracowników, którzy zajmowali się czyszczeniem kanałów i co ciekawe, w lewadach udało nam się również zobaczyć pstrągi, płynące z prądem strumienia. Naprawdę warto wybrać się na ten spacer – to miła wędrówka wśród wawrzynowych lasów, blisko natury, słychać szum wody, śpiew ptaków i czuć na skórze wilgotne ciepło.
Levada 25 Fontes jest faktycznie zasilana przez 25 większych i mniejszych wodospadów i warto to zobaczyć.

 

lewady Madery, 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze

 

lewady Madery 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze,

 

Zjeść na plaży w Ponta do Sol

Po trzygodzinnym spacerze wśród lewad warto przejechać na południową część wyspy do Ponta do Sol, w którym można zjeść przepyszny lunch lub kolację i zostać aż do zachodu słońca na nagrzanej słońcem kamienistej plaży. Znajduje się tam restauracja z tarasem będącym częścią plaży. Jedno z fajniejszych miejsc w których byłam. Wyobraźcie to sobie: powietrze rozgrzane słońcem, pachnące morzem i pysznym jedzeniem. To takie miejsce w którym chcesz zatrzymać czas ale wiesz, że to niemożliwe, więc chłoniesz każdą minutę i wiesz, że będzie to miejsce, do którego często będziesz wracać myślami.

 

Ponta do Sol, 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze

 

Ponta do Sol 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze,

 

Przejść półwysep Sao Lourenco

Po drugiej stronie wyspy – na jej północno-wschodnim krańcu znajduje się półwysep Sao Lourenco. Gdyby chcieć opisać go jednym słowem to wybrałabym słowo „widowiskowy”. Jest to umiarkowanej trudności szlak wędrowny, surowy i piękny . Podczas wędrówki widoczne są niesamowite, niezwykle kolorowe formacje skalne, ocean wrzynający się w ląd raz z prawej, raz z lewej strony a to wszystko przy mocnym wietrze i dużej dawce słońca. Podczas około 4-godzinnej wędrówki praktycznie nie ma miejsca w którym można ukryć się od palącego słońca, poza jednym miejscem, przypominającym oazę – które widać z daleka – nie ma tam jednak żadnego baru czy restauracji. Zatem na wycieczkę warto zaopatrzyć się nie tylko w okrycie głowy i krem z filtrem ale również w odpowiednią ilość wody i jedzenia. Krajobraz półwyspu i widoki są tak wyjątkowe, że na długo pozostają w pamięci a zmęczenie po wycieczce jest bardzo satysfakcjonujące.

 

Sao Laurenco, 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze

 

Zjeść w Seixal, wejść na Eira do Serrado i obejrzeć z góry Dolinę Zakonnic

W Seixal znaleźliśmy świetną restaurację, która oprócz pięknego widoku na wybrzeże i ocean z okien tarasu serwowała świetną maderyjską kuchnię. To właśnie w Sol Mar jedliśmy pyszny ryż z czareczkami (limpet rice – jeśli będziecie miały okazję, spróbujcie koniecznie) i rybę z grillowanymi bananami (już macie okazję, przepis tutaj). Serwowane tam wino, doskonale schłodzone i dobrane do posiłku spowodowało, że przed wyjazdem z Madery musieliśmy zawitać tam jeszcze raz, choć nie mamy w zwyczaju wracać do tych samych miejsc podczas podróży – zbyt wiele jest przecież do odkrycia.
Eira do Serrado to miejsce – punkt widokowy z którego można podziwiać Curral das Freiras – czyli Dolinę Zakonnic – małą wioskę na dnie doliny. Położenie wioski jest bardzo widokowe i warto ją zobaczyć z góry – czyli z punktu widokowego Eira do Serrado. Można z tego punktu zejść do wioski ponieważ wyznaczone są tam szlaki pieszych wędrówek.
Sama wioska to jednak niezwykle komercyjne miejsce, z duża ilością straganów, turystów i restauracji w których ceny są wyższe niż w pozostałych miejscach wyspy. Nawet ciasto z kasztanów – z którego ponoć słynie wioska było takie sobie. Moim zdaniem przereklamowane, jak zresztą sama wioska, która nie jest aż tak godna uwagi jaki inne atrakcje Madery. Można ją sobie bez większej straty po prostu wykreślić z planu podróży.

 

Dolina Zakonnic, 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze

 

Popatrzeć przez szklaną podłogę z Cabo Girao, zobaczyć domki w Santanie, stanąć na Pico do Areiro

Cabo Girao to jeden z najwyższych klifów w Europie. Wrażenia dopełnia fakt, że nad klifem zbudowano szklaną platformę. Dzięki temu można stać już poza lądem, jakby w „powietrzu” ponad klifem i czuć mrowienie w nogach. Kilkaset metrów poniżej (dokładnie 589 m!) widać pola uprawne. Jeszcze do niedawna rolnicy mogli dostać się w tamte tereny wyłącznie drogą morską. Taka świadomość pobudza wyobraźnię i myślenie o tym, jak mali jesteśmy w zetknięciu z „matką przyrodą”.

 

Cabo Girao, Madera

 

Cabo Girao, Madera

Santana jest oddalona od większości atrakcji turystycznych na wyspie. Jedzie się dość długo, zważywszy że sama wyspa jest niewielka, ale w zasadzie tylko tam można zobaczyć pozostałości dawnej zabudowy mieszkalnej Madery w tak dobrym stanie. Jest to zaledwie kilka domków, za to mają one swój urok. Jakaż musiała być piękna Madera kiedyś z białymi, drewnianymi domkami w kształcie litery A z czerwonymi i niebieskimi drzwiami i okiennicami. Dachy tych domków sięgają prawie do ziemi i kryte są strzechą. Domki wyglądają bajkowo, dlatego cieszę się, że nam udało się wygospodarować trochę czasu by zatrzymać te obrazki pod powierzchnią naszych powiek.

Santana, 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze

Pico do Areiro to trzeci pod względem wysokości szczyt wyspy. Można tam wjechać samochodem i oglądać roztaczające się stamtąd widoki na całą wyspę, jeśli ma się szczęście. Zdarza się bowiem że całość tonie w chmurach. Przy odrobienie szczęścia, ze szczytu widać płaskowyż Paul da Serra i wiatraki będące nieodłączną częścią tego miejsca. Widać też inne szczyty wyspy: Pico Ruivo i Pico das Torres.

Pico de Areiro 11 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze,

To czego nie udało mi się zrealizować podczas naszej maderyjskiej wyprawy, to przejście widowiskowym szlakiem wewnątrz wyspy, nazywanym czasami szlakiem wiodącym przez dach Madery. Wiedzie z Pico do Areiro do Pico Ruivo. Szlak jest trudny, ale z relacji Krystiana wiem, że spektakularny. Tak, tak – Krystian tę część planu zrealizował – bo Madeira Ultra Trail prowadzi między innymi przez „Dach Madery”. Sam Krystian twierdzi też, że podczas zawodów za bardzo się śpieszył by podziwiać widoki, dlatego jesteśmy zgodni, że na tę część maderyjskiego planu musimy jeszcze wrócić.

 

Każda podróż to droga w nieznane. Często pełna niespodzianek…..
Madera to mała wyspa, którą można bez problemu zwiedzić w trakcie 7-dniowego pobytu. Ale chce się tam wracać ze względu na piękno przyrody, przyjaznych ludzi i pyszne jedzenie. Nasz pobyt na Maderze moglibyśmy uznać za całkiem sielankowy, gdyby nie zakończenie naszego urlopu…
Otóż po wylądowaniu w Porto (tam mieliśmy zaplanowaną 13-godzinną przerwę pomiędzy lotami) okazało się, że nasz bagaż został zagubiony i albo przyleci kolejnym lotem z Madery albo nie wiadomo kiedy. Ponieważ podczas wielu podroży z naszymi bagażami działy się różne rzeczy, oddaliśmy bagaże podręczne do przechowalni i wyruszyliśmy na podbój miasta.
I trudna prawda jest taka, że Porto nas uwiodło, doszczętnie. Atmosferą, winem, jedzeniem, muzyką… Troszkę się zapomnieliśmy w związku z tym i troszkę za późno wyruszyliśmy w drogę powrotną na lotnisko. Zgodnie z prawem Murphy’ego metro wiozące nas z powrotem na lotnisko miało malutkie opóźnienie,  przyjechało kilka minut za późno. Na lotnisku byliśmy więc 2 minuty po zamknięciu przechowalni bagażu. Bagażu, w którym były nie tylko klucze od domu ale, co najważniejsze – kluczyki do samochodu, którym to samochodem mieliśmy wrócić z Warszawy do domu. Sytuacja w jednej chwili stała się beznadziejna. Dowiedzieliśmy się, że nie ma żadnej możliwości, aby odzyskać bagaż i że dopiero o 6 rano, po otwarciu przechowalni będziemy mogli go odebrać – a warto podkreślić, że samolot do Warszawy mieliśmy o 1 nad ranem, czyli na 5 godzin przed otwarciem przechowalni. Pat – to mało powiedziane.
Finał finałów okazało się, że Krystian odzyskał bagaż podręczny z przechowalni (nie pytajcie mnie – nie chcę wiedzieć jak) oraz bagaż zagubiony przez linie lotnicze! Taki mąż to skarb.
Dzięki temu cali, zdrowi i z kompletem bagaży wróciliśmy do domu.
Nooo cóż, jak mawia Krystian „wyzwania są solą życia” – bardzo lubię to sformułowanie, daje mi ono w trudnych chwilach siłę, bo wiem, że nawet jeśli coś idzie nie tak – trzeba to potraktować jak wyzwanie.
I mimo, że czasami jest trudno – kiedy zupełnie nie masz wpływu na sytuację i jej przebieg – często okazuje się jednak, że w niektórych przypadkach to odczucie pozorne. Kolejna podróż – kolejna lekcja.

Myślę, że szczęśliwe zakończenia mają wpływ na kształt naszych wspomnień i odczuć związanych z różnymi sytuacjami. Ponieważ ta podróż skończyła się – jednak:) – dobrze, chcę wrócić na Maderę, jeszcze raz zjeść w Seixal, jeszcze raz stanąć na Cabo Girao, jeszcze raz obejrzec zachód słońca w Ponta do Pargo jedząc mus z marakui…

Co do musu – za kilka dni przepis na to cudo, w końcu udało mi się skonstruować satysfakcjonującą kompozycję, a tymczasem powiedzcie, jaki byłby Wasz maderyjski cel numer 1?

xxx
Anita

Adriana i Anita

Stylistka i fotograf żywności - z miłości do jedzenia - to jedna. Dietetyk z pasji, twórca przepisów - z miłości do gotowania (i jedzenia) - to druga. Znamy się i działamy razem od zawsze, bo jesteśmy siostrami. Thanks Mum:)