Mus z marakui

Zgodnie z obietnicą  – mus z marakui, kolejne maderyjskie wspomnienie. Nie wiem, szczerze mówiąc, co bardziej urzekło Anitę – smak tego musu, czy okoliczności jego degustowania (restauracja w Ponta do Pargo – miejscu słynącym z pięknych zachodów słońca). Kto czytał „12 rzeczy, które trzeba zrobić na Maderze”, ten wie.
Moja siostra twierdzi, że chodzi o niezwykły smak, ale myślę, że w głębi duszy jest romantyczką i to właśnie zachód słońca urzekł ją najbardziej, ale pewnie za nic w świecie się do tego nie przyzna.
Byłam świadkiem komponowania smaku i struktury musu i powiem Wam – nie ma żartów, został przywołany nawet niezależny konsultant w postaci męża, którego opinia została wzięta pod uwagę i wpłynęła na efekt ostateczny.
I w końcu jest: mus z marakui, prawie taki, jak na Maderze. Jeśli chodzi o mnie, nie potrzebuję żadnego zachodu słońca ani innych romantycznych dodatków – mus jest świetny – lekki, rześki i pełen słońca.

Prawie – prawie!!! – pomógł mi zapomnieć, że moja fryzjerka poczuła magię świąt  – nie tamtych, a tych, które nadchodzą. Wyglądam jak wielkanocny kurczaczek, tylko bardziej dorodny i ponury i niekoniecznie jestem z tego powodu wniebowzięta.
Wiem, wiem, że wszystko mija, nawet najdłuższa żmija, ta żmija jednak jest bardzo, bardzo żółta.
Chciecie wiedzieć, jaki kolor mają moje włosy? Taki, jak miąższ z marakui, którym polany jest mus. A teraz możecie mi zazdrościć;)
Do widzenia, idę myć włosy niebieskim szamponem.

 

xxx
Adriana

mus z marakui

 

Adriana i Anita

Stylistka i fotograf żywności - z miłości do jedzenia - to jedna. Dietetyk z pasji, twórca przepisów - z miłości do gotowania (i jedzenia) - to druga. Znamy się i działamy razem od zawsze, bo jesteśmy siostrami. Thanks Mum:)