Lemoniada z kwiatów czarnego bzu czyli weź na spacer miskę

Lemoniada z kwiatów czarnego bzu to wynalazek naszej babci, nieco udoskonalony przez nas przez dodanie kostek lodu. Jak się pewnie domyślacie, nasza babcia nie używała też do jego produkcji wody gazowanej:).
Przepis prosty jak drut, smak niezwykły i zaskakujący, a w gratisie jeszcze spacer po czarny bez. Spacer nietypowy, bo z miską. Najcenniejszy w kwiatach bzu jest bowiem pyłek, który nadaje lemoniadzie aromat, trzeba więc podejść do sprawy z odpowiednią pieczołowitością.
Jeśli będziemy wracać z naszym łupem, radośnie wymachując gałęziami jak my to czyniłyśmy w dzieciństwie, zbyt wiele cennych składników ucieknie nam po drodze. Dobrze jest więc zabrać miskę i do niej delikatnie wkładać odcięte sekatorem lub nożyczkami baldachy (czyli całe kępy kwiatowe), najlepiej łodygą do góry, co ułatwi wydostanie się ewentualnym nieproszonym gościom. Aby pozbyć się reszty owadów, delikatnie przeglądamy kwiaty (nie potrząsamy, uleci nam pyłek!) a ewentualną zwierzynę wypuszczamy na wolność – jest pożyteczna i też chce żyć.

Lemoniada z kwiatów czarnego bzu jest zdrowa, zaskakująca i idealna na upały. I goście nigdy nie mogą odgadnąć, co to jest, a to fajne. Smak kwiatów czarnego bzu trudno bowiem porównać z czymkolwiek, co znamy i jest w powszechnym użyciu.
Bez się niestety już kończy, więc nie czekajcie, aż całkiem przekwitnie, weźcie na spacer miskę, psa, dziecko, teściową, telefon zostawcie w domu i idźcie na wyprawę po czarodziejski pyłek.

xxx
Adriana