Świąteczne pierniczenie :)

Tradycyjnie w drugi dzień świąt miało miejsce pieczenie pierników (pierniki świąteczne dla spóźnialskich, do jedzenia od razu) ku uciesze dziecka rzekomo. W świątecznych pierniczkach nie chodzi bowiem o to, by je mieć i zjeść, lecz by je robić i jak najlepiej się przy tym bawić. Gdy jest się dzieckiem – łatwizna, wiadomo, człowiek potrafi się cieszyć wszystkim. Gdy jest się dorosłym – warto o tym pamiętać, a takie okazje właśnie są doskonałe, by przypomnieć, że droga może być celem.
Ubiegłoroczne pierniczki były w klimacie dinozaurowym, ten rok natomiast pod znakiem Gwiezdnych Wojen (super, uwielbiam) i Ninjago (niestety, niestety… – zawsze mam wrażenie, że to telenowela argentyńska „kocha…, nie kocha… kiedy Cię pierwszy raz ujrzałem… On jest Twoim bratem…”).
I tak jak Ninjago jest dla mnie największym wyzwaniem w życiu codziennym, tak  dla moich sióstr było ogromnym wyzwaniem przy pierniczeniu. Efekt – oceńcie same – na ostatnim zdjęciu mój syn z piernikiem Ninja (to Kay, zdaje się). Miecza nie ma, bo został pożarty w pierwszej kolejności. Ale był, słowo.

I teraz najważniejsza rzecz: siostry są bardzo dobrym wynalazkiem. Nawet lepszym od koła.

xxx
Adriana

pierniki świąteczne

pierniki

pierniki

pierniki

piernik ninja

Adriana i Anita

Uwielbiamy dobre jedzenie, podróże, dobre książki, kochamy drzemki, Leszka Możdżera, siedzenie pod jabłonią przy herbacie i tarcie z borówkami - jeszcze lepiej, jeśli trafi się Pavlova :)